wesele w górach

Ile jeszcze mamy walczyć o prawa pracujących rodziców?

Strona główna » Artykuły eksperckie » Ile jeszcze mamy walczyć o prawa pracujących rodziców?

Odprowadzanie dziecka rano do przedszkola czy szkoły da się jakoś zorganizować. Trudności zaczynają się po południu, bo małe dzieci kończą lekcje nawet o 12. Potem siedzą w świetlicy, ale ta działa zwykle tylko do 17-17.30. W tych samych godzinach pracują przedszkola.

Jak rodzice mają sobie poradzić z takimi godzinami pracy? Zamknąć sklep o 14 i wyjść po dzieciaka? Odmawiać klientom, którzy mają czas na spotkanie po południu? Po raz setny tłumaczyć szefowi, dlaczego nie mogą być na zebraniu o 17?

Niby można zawiesić młodemu klucz na szyi i kazać zająć się sobą. O ile młody nie jest... za młody. Bo za wypuszczanie bez opieki dziecka poniżej siódmego roku życia grozi nawet 5 tys. grzywny (jeśli dojdzie do sprawy w sądzie).

W Szwecji problemem rodziców pracujących do późna zajęły się związki zawodowe. Wymogły na pracodawcach zasadę, że poza szczególnymi przypadkami ważnych spotkań nie wolno organizować po 16. Ale nasze związki przy ich związkach...

Za sprawę wziął się za to biznes.

- Zaczęło się od tego, że sama posłałam dzieci do szkoły - opowiada Justyna Komendowska, właścicielka prywatnej świetlicy iclub w Łomiankach. To bogate przedmieście Warszawy, którego mieszkańcom dojazdy z pracy i do pracy zabierają nawet trzy godziny dziennie. - Nie miałam z kim zostawić dzieci, żeby móc pracować, szkolna świetlica działa tylko do 17.30 i jest przeznaczona dla dzieci z klas 0-3. Świetliczanki nie mają obowiązku pomagania dzieciom w odrabianiu lekcji. Jest za to hałas i ścisk, z którego dzieci wychodzą zmęczone i otępiałe.

Komendowska w pędzie odbierała dzieci, w domu gotowali obiadokolację i... odrabiali lekcje do 22. - Zmęczenie, brak czasu wolnego, brak kontaktu z dziećmi - opowiada.

Firma, którą założyła, pracuje od 6.30 do 20, także w weekendy. Oferuje pomoc rodzicom w zajmowaniu się dzieckiem. Obiad, owoce i przekąski, odrabianie lekcji pod okiem pedagoga, grę na konsoli z czujnikiem ruchu oraz zabawy sportowe i edukację na iPadach. Karnet miesięczny na trzy godziny dziennie kosztuje 600 zł, na pięć godzin - 800 zł.

Na zamówienie firma zapewnia także opiekę w nocy i "pogotowie świetlicowe" - można z niego skorzystać w nagłych przypadkach, takich jak zebranie w pracy.

Z kolei warszawska firma Kolekcje po Lekcjach koncentruje się na odbieraniu dzieci ze szkół. Miesięczny karnet na dwie godziny dziennie kosztuje tu 350 zł, na cztery godziny - 400 zł. Nie ma obiadów, tylko jogurty i owoce.

Na razie prywatne świetlice powstają tylko w dużych miastach i celują w bogatych klientów. Możliwe, że lada moment ludzi zmuszonych do korzystania z ich usług gwałtownie przybędzie w związku z przepisami o elastycznym czasie pracy, które niedawno weszły w życie. Zgodnie z nimi pracodawca w określonych sytuacjach może kazać nam pracować po 10 lub 12 godzin dziennie.

Swoją drogą, jeszcze kilka lat temu polska dyskusja o elastycznym czasie pracy najczęściej dotyczyła rozwiązań stosowanych np. w Danii i Holandii. Elastyczność oznaczała promocję niepełnych etatów i pracy zdalnej, co bardzo ułatwia opiekę nad dziećmi.

Teraz elastyczność ma działać tylko w jedną stronę - gdy potrzebuje jej pracodawca.